About
W swoich najnowszych pracach Ada Marciniak najchętniej eksploruje domenę reliefu malarskiego. Najczęściej tworzy kompozycje z wyciętych w drewnie, sklejce lub tekturze geometrycznych form pokrytych cienkim bawełnianym materiałem – batystem czy surówką, pomalowanych i przymocowanych do twardego podkładu. Są trójwymiarowe i kolorowe. Nie mają jednorodnego charakteru. Czasem przyjmują nieledwie mondrianowski porządek i oszczędność, czasem dryfują ku wielkiemu bogactwu mocnych kolorów - wprost z kompozycji Stażewskiego, czasem chciałyby mieć niuansowość i przenikanie rodem z Fangora.
Marciniak nie ukrywa swoich malarskich fascynacji, ale zarazem jest ich na tyle wiele i na tyle są różnorodne, że nie daje się łatwo i szybko opisać skąd się wzięły, bo przecież jest inspirująca sztuka Josefa Albersa, Maxa Billa, Aleksandra Caldera, Theo van Doesburga, Andrzeja Gieragi, Marka Rothko, Paola Scheggiego czy Ryszarda Winiarskiego i pewnie jeszcze wielu innych, o których wie tylko autorka.
Czasem dość wyraźnie czuć inspiracje scenograficzne: uciekające perspektywy, łuki arkad, kafelki pawimentu, iluzoryczne kurtyny. A przez fakt, że nie są płasko malowane, a mają formę trójwymiarowych reliefów, tym bardziej upodabniają się do nieistniejących scenografii, nienamalowanych teł renesansowych obrazów, projektów niewielkich architektonicznych form, które mogły zaistnieć w realnych przestrzeniach, no ale tak się nie stało. Między możliwością i potencjalnością, między konkretem i niewykonaniem - dzieją się te obrazy-reliefy, niby konkretne i wyraźne, a zarazem jakoś tylko potencjalne i wyobrażalne. Może miasta, może scenografie, może swoiste architektoniczno-malarskie utopie.
Kurator wystawy: Bogusław Deptuła